Mumbai

03.01.2012
Pierwszy dzień w Bombaju od 3 lat niewiele się zmieniło, a już na pewno nie hinduska moda… za długie wleczone po podłodze i przydeptywane przez gumowe klapki spodnie (dzwony w kantkę) błyszczące koszule z za dużym kołnierzem, a zamiast telefonów więcej smartphonów. Masa rozpoczętych  inwestycji budowlanych, (drapaczy chmur po środku slumsów, tysiące estakad) oraz tonących w śmieciach chodników.
Na lotniku tym razem  kupiliśmy taxi pre paid – cel: dworzec VT. W agencji turystycznej w dzielnicy Colaba kupiliśmy bilety do Maragao (Goa).

Śniadanie, obiad i kolację jedliśmy w lokalnej jadłodajni, pakiet 3 w1 i esencja smaku Masali.
Nie było czasu na zwiedzanie, do autokaru ze sleepersami zostały 2 godziny. Do tego ciężkie plecaki i sprzęt foto. Do naszej paczki dołączył Marcin poznany w Tel-Aviv, który właśnie wyruszył w pięcio-miesięczną podróż po Indiach.  W drodze na Goa mamy postój w tej samej restauracji co ostatnio (w której do sosu Butter Chicken dostałem serce kurczaka z sterczącymi z niego żyłami).

 

 

Leave a Reply